Czajnik gwizdał, a ja nie słyszałam.

przyjaciółki

 

Miałam kiedyś przyjaciółkę. Choć „przyjaciel” to dla mnie bardzo górnolotne słowo i bardzo rzadko ośmielam się nazwać tak kogoś ze swoich bliskich, ją mogę nazwać przyjaciółką przez duże „P”. To był dla mnie ktoś wyjątkowy, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Ktoś, o kim nigdy nie zapomnę, choć nasze drogi się rozeszły. Nie udało mi się nigdy więcej spotkać osoby, z którą już pierwsza rozmowa byłaby tak lekka i płynna, jakbyśmy znały się od dziecka. To się chyba nazywa „bratnia dusza”, tak?
 
To była taka „wakacyjna przyjaźń od pierwszego wejrzenia”. W jednym momencie cały świat przestał istnieć, byłyśmy tylko my. Ukradkiem zamykałyśmy się w samochodzie znajomych i rozmawiałyśmy o muzyce, życiu, książkach, naszych relacjach, błędach, których obydwie miałyśmy sporo na liczniku, o Bogu i planach na przyszłość. Tematy zdawały się nie mieć końca. Leżałyśmy godzinami na trawie w dużych okularach przeciwsłonecznych, z lizakami w ustach, patrząc w niebo, które było bardziej niebieskie niż zwykle. Chciałyśmy razem wyjechać do Afryki. Marzenia jakby nabrały kształtu, dni przeciekały między palcami. Nocami patrzyłyśmy w gwiazdy, śmiejąc się półgłosem ze wszystkiego, co złe. Bałam się, czy wraz z końcem wakacji nasza relacja nie okaże się efemeryczną znajomością, która jak szybko się wzbiła, tak szybko roztrzaska się z hukiem o dzielącą nas codzienność. Dzieliło nas 90 km drogi, jednak przyjaźń przetrwała próbę czasu i odległości. Namiętnie wypisywałyśmy do siebie kilka bardzo długich meili dziennie dzieląc ze sobą smutki, radości, rozważając tematy ważne i intymne. Każdy dźwięk wiadomości przynosił stukot serca, natychmiast siadałam do komputera i pożerałam literki jakby na czas, jednak uważnie. Czajnik gwizdał, a ja nie słyszałam.
 
Kiedy wyciągam z pamiętnika te zasuszone, razem spędzone dni, mam przed oczami ten wieczór, kiedy z piwem w ręku siedziałyśmy na polnej ścieżce, słońce zachodziło, a my razem płakałyśmy nad rozlanym mlekiem. Widzę, jak szłyśmy główną uliczką miasta, w którym mieszkam i puszczałyśmy cudowne, wielkie, mieniące się kolorami w słońcu bańki. Widzę, jak przy jesiennej herbacie z miodem robimy liściane róże i układamy w wiklinowy koszyczek.. Jak leżymy owinięte kocami po uszy i oglądamy „smażone, zielone pomidory”. Jak przyjemny, majowy wieczór spędzamy w towarzystwie wspaniałych ludzi przy ognisku, ale to jej oczy odbijają się w głośno iskrzącym się ogniu i jej śmiech słyszę między słowami. 
 
933c57b80024f90d503f92a1_1
To ona nauczyła mnie, że życie może być piękne. Że ważna jest pasja i poświęcenie temu, co najważniejsze. Nauczyła mnie, że warto czasem wrzucić na luz, odpuścić. „Wziąć coś na przetrwanie”. Śmiać się z tego, że jesteśmy na nieznanym końcu Polski, jest 15 stopni mrozu, a nam właśnie odjechał ostatni autobus do domu. Nie tracić czasu. Mieć swój styl, ulubiony, drewniany pierścionek i stare trampki. Trzymać język za zębami i pilnować swojej intymności. Z nią nauczyłam się kłócić i być niezależną buntowniczką z zasadami. 
 
Kiedyś dostałam od niej piosenkę. Przekaz niesamowitego ładunku ciepła i dobrych emocji. Wzrusza do łez. 
„ Nie muszę pytać czy otworzysz, 

Bo wiem, że jeśli zjawię się to w progu będziesz stać. 
I zdejmę płaszcz podszyty lękiem, 
Gdy przy mnie i przy nikim więcej 
Twoja jasna twarz 

Dajesz mi niepokorne myśli i niepokoje 
Tyle ich wciąż masz, kochana. 
Nie myśl, że nie miniemy nigdy się, 
Choć łatwiej razem iść pod wiatr. 

Podtrzymywałaś moja głowę, 
Nie roztrzaskałam skroni o podłogę, póki co… 
Przed snem wypowiedz moje imię,
Przybędę wraz ze świtem 
Proszę, nie śpij, jestem już 

Dajesz mi niepokorne myśli…” (r. przemyk)

 Byłyśmy sobie potrzebne. 

,
3 comments on “Czajnik gwizdał, a ja nie słyszałam.
  1. Fajne,cieple,prawdziwe.A co z przyjazniami,ktore przerwala przeprowadzka,drobna sprzeczka,co z przyjaciolkami,ktore poklocily sie o faceta?

    • Wtedy pytam o jakość tych relacji (skoro drobna sprzeczka albo facet nas rozdzielił, czy to rzeczywiście było prawdziwe?ważne?) Warto czasem wybaczyć, zapomnieć, ustąpić. Jeśli nam zależy, warto walczyć. Jeśli to była ważna strata, tak myślę :)

  2. Piękne wspomnienie związku. To, że się skończył, nie czyni go mniej wspaniałym, niż był. Zbyt często koncentrujemy się na smutnym zakończeniu zapominając o tym, co było piękne gdy trwał. Zgaduję, że zraniony człowiek, czując się skrzywdzonym, tak najczęściej reaguje. Tu nie słychać wymówek. Jest tylko piękne wspomnienie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>