Śladami szczęścia mojego.

Jeśli śledzisz mojego bloga na facebook’u, zapewne wiesz że od jakiegoś czasu staram się opisywać moje powody do szczęścia, których intensywnie szukam każdego dnia. Wyciąga to ze mnie bezczelnie natchnienie do tworzenia regularnie artykułów, więc pomyślałam, że podsumuję dziś dla Was pierwsze piętnaście dni moich zmagań.

Powiem szczerze, nie jest łatwo. Wielu pozytywnych tego świata twierdzi, że szczęście jest wszędzie, wystarczy spojrzeć na drzewko, kwiatek lub niebieskie niebo. Sama myślałam, że to nic trudnego. Jednak wychodzi na to, że nie jestem optymizmem na dwóch nogach. Czasem muszę się chwile nagłowić żeby znaleźć coś, co autentycznie spowodowało uśmiech na mojej twarzy.

Codziennie ćwiczę mięsień wdzięczności i coraz lepiej mi idzie. A zaczęło się tak…

Dzień 1. Szczęście to mieć dobrą, spokojną pracę. Być może dla kogoś ważniejszy jest stan konta niż spokój, ale dla mnie zdecydowanie nie. Doceniam pracę w stabilnej, przyjaznej atmosferze, za niewielkim biurkiem w niewielkim mieście. I tą herbatę, która stoi przede mną, zapach cytryny. I tych ludzi, którzy przychodzą tu z uśmiechem na twarzy, a kiedy wychodzą, życzą mi spokojnej pracy i miłego dnia. To moje szczęście.

Dzień 2. Dziękuję za zdrowie. To takie banalne, po prostu, jestem i już. Dopiero kiedy brzuch mnie rozboli albo glowa myślę jakie to życiowe nieszczęście mnie spotkało, no dramat. I wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ( nazwijmy ją apap czy cos) cudownie zdrowieje i nagle widzę jakie mnie szczęście spotyka, że tak po prostu, jestem i już.

Całkiem na serio to dzień przed tym wpisem oglądałam dokument o rodzinie, której przedstawiciel -mąż i ojciec powoli umierał na szybko postepujace SM. W końcu mama z dawidkiem i Julka zostali sami. Dotarło, jak bardzo jestem wdzięczna za zdrowie – moje i najbliższych.

Dzień 3. Szczęście to dom, bezpieczna przystań.

Miejsce, do którego wracam po nieudanym dniu, nieudanej miłości, gdzie płaczę i się śmieję. Gdzie kocham i czuję się kochana. Gdzie daję dobro, a dostaję go dwa razy więcej. Choć czasem marzę o czymś innym (bo życie jest zawsze za oknem, wiesz, tam gdzie nas nie ma) to dziękuję za ten dom, którzy stworzyli mi jedyni i niepowtarzalni rodzice. Za miejsce, w którym otrzymałam mnóstwo wartości i stałam się tym, kim dziś jestem.

Dzień 4. Szczęście to pasja.

Pasja osobista, najważniejsza. To taka rzecz, która jest tylko moja i nikt ani nic nie jest w stanie zabrać mi tego mocniejszego bicia serca na hasło o niej. To coś, o czym mogę mówić i myśleć dzień w dzień i mi się nie znudzi, czuję flow i angażuję się na 100%. Bo czuję się w tym dobra i wciąż się edukuję. Wielka miłość.

Moją pasją jest szeroko pojęta psychologia. Mogę uczyć się i rozmawiać o niej godzinami. Czytać książki i wciąż się dziwić jak cudownie zostaliśmy skonstruowani, a jak mało wiemy o sobie. Kiedy ostatnio znajomy poruszył temat swoich zaburzeń, trudnego do opanowania niepokoju, nagle, jak z rękawa wysypały mi się rozwiązania problemu. I wtedy właśnie pomyślałam, że to naprawdę szczęście wiedzieć, że jest taka dziedzina nauki, taki temat, który już zawsze będzie mi bliski. Z którego nie zrezygnuję, bo prawdziwa pasja nigdy się nie kończy.

Dzień 5. Szczęście to jedyna, najlepsza na świecie mama.

Dnia piątego poczułam i po raz kolejny zrozumiałam jak bardzo ważną jest dla mnie osobą. Nie liczę, ile razy w życiu pomogła mi, sprawiła, że smutki i niepokoje zniknęły. Teraz swoim śmiechem rozbiła mój problem na mikroskopijne kawałeczki. Gdyby nie ona.. życie byłoby tak trudne.

Dziękuję, mamo.

 

Dzień 6. Szczęściem jest dla mnie nabyta sztuka asertywności.

Czasami nie łatwo jest powiedzieć „nie”. Równie dobrze, trudno może być powiedzieć „tak”. Jednak przekonałam się, że umiejętność wyrażania swojego zdania i tego czego naprawdę chcę, jest niezbędna do dobrego, zdrowego funkcjonowania – do tego, żeby żyć życiem, które jest moje, którym sama kieruję. Uboczną korzyścią posiadania takich umiejętności jest szacunek osób postronnych, które chętniej zabiegają o relację z kimś, kto szanuje siebie i potrafi decydować o sobie, niż z kimś, kto targany wiatrem ludzkich opinii, dopasowuje się do otoczenia. To moje szczęście, bo potrafię być sobą – jakkolwiek trywialnie to brzmi.

Dzień 7. Szczęście to spokojny umysł. Tu i teraz.

 

Tysiąc spraw dziennie, brak porządku i dystansu. Żyjemy pod presją czasu, każdy biegnie, ja też biegnę. Za szybko i za dużo.

Doceniam porządek i spokój. Kiedy wiele zadań spada na moją biedną, małą, nieporadną głowę, po prostu biorę kartkę i długopis (ewentualnie telefon) i zapisuję po kolei co powinnam jeszcze zrobić. Wiem co jest najważniejsze, a kiedy zadanie wykonam – wykreślam z kartki. Dzięki temu umiem skupić się na tym, co robię teraz i być w tym na 100%. Zrobić to raz a dobrze, skupiona i efektywna. Na koniec szczypta relaksacji, kontaktu z naturą i właściwego oddechu – mam przepis na spokojny umysł!

Dzień 8. Szczęście to relacja z Bogiem.

Roi nam się tu od ateistów, deistów i innych – istów. Jest Bóg czy go nie ma, stworzył świat czy nie stworzył.. tysiące pytań i brak chęci i wysiłku, żeby poszukać odpowiedzi. Ja wierzę – choć to nie modne i nie popularne. Choć pokolenie XXI wieku spojrzy na mnie jak na kogoś bardziej upośledzonego intelektualnie niż reszta. Wierzę, bo czuję Boga w swoim życiu, w każdym dniu, bo modlę się do niego ( od siebie, nie klepię ), bo czytam Pismo Święte i jestem głęboko przekonana o Jego działaniach.
Życie w harmonii z Bogiem i sobą daje mi szczęście, moje. Osobiste.

Dzień 9. Szczęście to zdrowe poczucie własnej wartości.

Miałam w tej kwestii kilka wątpliwości, jednak szybko wyprostowałam myślenie. Tak wiele osób ma z tym problem, a tak niewielu ma tego świadomość. Nie mam tu na myśli przesadnej pewności siebie, ale świadomość swoich zalet, talentów i potencjału, jak również swoich wad, nad którymi szczerze chcę pracować. Nie uznaję samobiczowania się i grania bezbronnej, nieporadnej ofiary życiowej. Dobra relacja ze samym sobą stanowi podstawę każdej innej znajomości. Kocham siebie, bo od tego zaczyna się każda wielka miłość.

Dzień 10. Szczęście to odpoczynek.Ważna jest równowaga. Świat pędzi, łatwo biec za nim. Za karierą, wykształceniem, pieniędzmi, tym co podobno ważne. Uważam, że potrzeba nam więcej oddechu, czasu i swojej wolnej przestrzeni.

Dzień 11. Szczęście to podróż.

Podróż która uczy. Podróż z właściwymi osobami. Chociaż czasem marzy mi się samotna podróż, niczym bohatera filmu „wszystko za życie”. Poznać siebie w najbardziej ekstremalnych, krytycznych sytuacjach.
Każda wiele wniosła. Nowych ludzi, wrażenia, doświadczenia. Coś, co zostaje na zawsze, czego nie kupisz. Każda dała dystans potrzebny do oceny rzeczywistości z dalszej perspektywy, chwili zastanowienia nad tym co mam, czego potrzebuję, a kogo już nie.

Dzień 12. Szczęście to wolność od cyberprzestrzeni.

Jestem na tak zwanych wakacjach i daję na luz od Facebooka i innych tego typu zjadaczy czasu. Wyłączam się i nie ma mnie, chwilowo nie istnieję – dobrze mi z tym. Uważam, że warto zrobić czasem przerwę od cywilizacji, skupić się na sobie i tym co wewnątrz.

Dzień 13. Szczęście to dobra książka.

Wracam z podróży i czytam książkę w temacie oczywiście najbardziej interesującym – temacie psychologii. Dobra książka to wielki skarb. Niekiedy jedno zdanie może bardzo wiele zmienić. Może zmotywować do podjęcia właściwych, mądrych decyzji. Zastanawiając się nad moją dalszą drogą edukacji, przeczytałam wczoraj zdanie, które utkwilo mi w pamięci : „albo Ty prowadzisz, albo jesteś prowadzony” – w biznesie inna opcja chyba nie istnieje. Dlatego wiem, w którym kierunku zmierzać.

Dzień 14. Szczęście to młodość.

Tego dnia, wracając od mojej coraz bardziej niedołężnej i wymagającej opieki babci, przepłynął przez mój umysł impuls gigantycznego współczucia a zarazem wdzięczności, że moja droga jeszcze (oby!) daleka do tego, aby z dnia na dzień stawać się coraz słabszą, bezbronną i bezradną jednostką. Starość jest koszmarna. Uczucie bezużyteczności, bycia kłodą pod nogami swoich dzieci (mimo ich szczerej troski), bezsilności wobec postępującej choroby.. to ten ból, jeden z najmocniejszych. Dziękuję za to, że mam siły, by codziennie wstać z łóżka bez niczyjej pomocy i za to, że Dziś było dla mnie łaskawe.

Dzień 15. Szczęście to dobra decyzja.

Wszystko jest kwestią wyboru. To najważniejsza prawda życiowa i najtrudniejsza lekcja. Ta wielka prawda przypomina nam o naszej władzy. Nie władzy nad innymi, ale tej jakże często niewykorzystywanej mocy, która pozwala nam być sobą i żyć tak jak sobie wymarzyliśmy. Życie składa się z wyborów. Postanowiłeś dożyć dnia dzisiejszego. Postanowiłeś wyznawać określone poglądy. Zdecydowałeś, kto będzie zaliczał się do grona ludzi nazywanych przyjaciółmi. Wybierasz równowagę lub niepokój, wdzięczność lub jej brak. Miłość jest kwestią wyboru. Złość jest kwestią wyboru. Lęk jest kwestią wyboru. Odwaga jest kwestią wyboru. Wybór należy do Ciebie, a echa tych decyzji rozbrzmiewają w naszym życiu.. przechodzą do historii… i dalej aż do wieczności. Większość ludzi nie potrafi do końca pogodzić się z tą prawdą. Takie osoby przez całe życie tłumaczą się swoimi słabościami, skarżą na swoją dolę bądź obarczają innych odpowiedzialnością nie tylko za swój los, ale i niemoc.. NAUCZ SIĘ PANOWAĆ NAD MOMENTEM WYBORU, A TWOJE ŻYCIE BĘDZIE ODBIEGAĆ OD PRZECIĘTNOŚCI.

 

Na szczęście to nie koniec.

 

Twoja Natalia.

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>